O tym, jak dzieci w Żółtej grupie pierniki ozdabiały…

Pierniki to ciasteczka, które zapowiadają Święta Bożego Narodzenia. Trzeba sobie o nich przypomnieć sporo czasu przed świętami. Doświadczone gospodynie ugniatają piernikowe ciasto na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem. A kiedy piernikowe ciasteczka są już gotowe, warto je oddać w ręce dzieci. Bo to właśnie one potrafią ozdabiać wypieki bez skrępowania, z zadziwiającą swobodą i z niezwykłą znajomością rzeczy. Tak też stało się w grupie Żółtej. Pani Marta Chmura, mamusia Rozalki upiekła dla przedszkolaków z grupy Żółtej pierniki i przekazała je dzieciom do ozdobienia. Do ciasteczek dołączyła kolorowe posypki i lukier w pisakach służących spożywczej dekoracji. Ile tam było skupienia, zaangażowania zauważyłam zwłaszcza oglądając fotografie z tego ciekawego wydarzenia. Mało kto chciał spojrzeć w kierunku telefonu robiącego zdjęcia. Swoje uważne spojrzenia dzieci kierowały na ciasteczka oraz na efekt swojej pracy. A kiedy pierniki były już ozdobione mali artyści odnosili je na duże tace.

Ciasteczka schrupiemy podczas przedszkolnej Wigilii, z części zrobimy świąteczną dekorację. A do domu dzieci zabrały pierniki w kształcie serc. To był prezent, który dla wszystkich przygotowała Pani Marta. Niby zwykłe ciasto wykrojone w kształcie serca, a ile w nim serdeczności…

Pani Marto, bardzo dziękujemy. Dziękujemy serdecznie 😊.

Mikołaj w grupie Żółtej

Wreszcie przyszedł. Święty Mikołaj. Przyniósł radość i prezenty. Któreś z dzieci powiedziało, że Mikołaj jest NAJLEPSZY. Ja też tak sądzę. I to nie tylko dlatego, że dostałam od Mikołaja serce z piernika, ale przede wszystkim z tej przyczyny, że to ktoś, kto daruje dobro, budzi ufność i spełnia marzenia. Dzieci dały w darze Mikołajowi pilnie wyśpiewane piosenki i wierszyki, które jak starannie sprecyzowane życzenia polecały Mikołajowi ich samych oraz ukochanych rodziców. Marcelek zauważył,  że Mikołajowi potrzebne są nowoczesne sanie, dlatego wszystkie dzieci, kilka dni wcześniej pracowicie rysowały na szarym papierze nowoczesny model sań dla Mikołaja, które mimo tradycyjnego wyglądu wyposażone zostały w napęd turbo (co na to renifery…?). Wiktoria nauczyła nas, że nie trzeba być Mikołajem, żeby darować innym swoją życzliwość. Od kilku dni z zaangażowaniem rysowała i wycinała tęcze dla każdego dziecka, dla wszystkich pań i dla MIKOŁAJA. Taka mała dziewczynka, a warto ją naśladować… W gruncie rzeczy i dawanie i otrzymywanie ma swoją moc.

Warsztaty mydlarskie w grupie Żółtej

Uczestniczyłam razem z dziećmi z grupy Żółtej w bardzo interesujących warsztatach,  na których poznaliśmy wspólnie proces produkcji mydła. Ale nie zwyczajnego mydła. Bo to mydło w żywych, wyrazistych kolorach, z pięknym zapachem, z dodatkiem ziół. Warsztaty prowadziła pani Renata Płoskoń. Sposób w jaki prezentowała swoją pasję; intonacja głosu, gestykulacja (a może to była aktorka?), wreszcie tajemnicze, barwne przedmioty, którymi się otaczała sprawiły, że pani Renata oczarowała dorosłych i zaczarowała dzieci (tu byłaby odpowiednia ikonka z przymrużonym okiem). Każde dziecko aktywnie uczestniczyło w warsztatach wkładając do kolorowych foremek ususzone zioła, obserwując napełnianie ich środka zabarwionym, płynnym mydłem. A kiedy mydełka zastygły i panie z dziećmi uwolniły je z silikonowych foremek, słyszałam tylko zachwyty: „róża!”, „morze!”. Tak to jest, kiedy coś powstaje z pasji. Są rzeczy, chwile, do których chciałoby się powrócić…

Pani Renato bardzo dziękujemy😊.

Dzień pluszowego misia w grupie Żółtej

 

Wszystkie dzieci w przedszkolu bardzo lubią obchodzić urodziny przedszkolnego pluszowego misia. Co roku w dniu pluszowego misia, miś Krzyś odwiedza w przedszkolu dzieci z każdej grupy. Przychodzi, żeby pohasać i popląsać. Krzyś jest zdania, że misiowa, taneczna zabawa z dziećmi jest dla niego wymarzonym i najlepszym prezentem urodzinowym. Tym razem jednak nie mógł nas odwiedzić. Został w swojej gawrze. My jednak mimo to mieliśmy przednią, misiową zabawę. Dzieci z powodzeniem próbowały swoich sił w kilku konkurencjach. Próbowały złapać zawieszony na wędce słoik z napisem miód. Wybierały kolorowe misie, żeby po chwili odszukiwać barwne elementy w strojach chłopców i dziewczynek. Wydaje się, że najbardziej atrakcyjna była misiowa przeprawa przez rzekę. Przebrane za misia dziecko pokonywało tor przeszkód w postaci kamieni
i drewnianej kładki. Drogowskazem były ślady niedźwiedzich łap. Zachwyciła mnie postawa jednej z dziewczynek, która spontanicznie podbiegła do dwóch maluszków i pomagała im pokonać przeszkody. Każde dziecko otrzymało misiową odznakę, w której samodzielnie narysowało ulubionego przez siebie misia.

W tym dniu wszystkie dzieci w grupie poznały historię pluszowego misia. Znają już przygodę małego niedźwiadka sięgającą 1902 roku. Wtedy ówczesny prezydent USA Theodore Roosevelt uczestniczący w polowaniu stanął w obronie małego zwierzęcia. Przyglądający się temu wydarzeniu artysta utrwalił je w postaci rysunku. Ktoś inny opublikował rysunek  w gazetach. Wydarzenie to zainspirowało również pewnego sprzedawcę zabawek, który polecił uszyć pluszowego misia. I taki był początek wszystkich pluszowych misiów, które pamięta ze swojego dzieciństwa niemal każdy. Ja też.

Szmat czasu dzieli pierwsze misie od tych współczesnych. Pluszaki wykonane dziś, potrafią uczyć dziecko liczyć, śpiewają z nim piosenki, opowiadają mu różne historie. Zupełnie jak miś, którego użyczył nam w misiowe święto Szymonek Zarzecki i jego mamusia. Zabawa z tym misiem była dla dzieci sporą atrakcją.

Praca z dzieckiem zdolnym

Nauczyciel w pracy z dzieckiem jest jego przewodnikiem. Jest osobą, która wprowadza dziecko w otaczający je świat. Pomaga mu poznawać, uczyć się nie wyręczając  go przy tym.  Mam wrażenie, że doświadczyłam sytuacji w relacji z dzieckiem w przedszkolu, która potwierdza słowa definiujące rolę nauczyciela. Myślę o relacji z dzieckiem zdolnym.

Wiktoria posiada wielorakie predyspozycje. Jest min. uzdolniona plastycznie, bardzo lubi konstruować formy przestrzenne. Zadania, które wymagają zaangażowania myślenia traktuje jako wyzwanie, zwłaszcza, jeśli mają one związek z matematyką. Nic dziwnego, że dziewczynka wykorzystując swoje uzdolnienia samodzielnie i z własnej inicjatywy skonstruowała grę planszową. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy przyniosła mi jej prototyp. Gra wyglądała jak przedziwna, ruchoma konstrukcja złożona z kilku segmentów. Roiło się w niej od zadań i zależności. Trzeba przyznać, że była pomyślana w bardzo interesujący sposób i naturalnie zachęcała do gry.

Umiejętności i pomysły Wiktorii wykorzystałam angażując dziewczynkę do konkursu na grę planszową. Była to doskonała okazja, żeby zaprezentować umiejętności i uzdolnienia dziecka. Wykonałyśmy grę w większym formacie, na trwalszych materiałach. Zasady gry okazały się bardzo przemyślane. Z satysfakcją muszę stwierdzić: działa. I to jak.

Wiktoria samodzielnie wykonała grę. Ja jedynie pomagałam tam, gdzie małe dziecko nie potrafiłoby sobie poradzić. Zupełnie tak jak z nauczycielem, który prowadzi, lecz nie wyręcza…